Przeprowadzka na wieś, psy, koty, marzenia o osiołku, nieustanne wątpliwości dotyczące własnej twórczości i ogromna wdzięczność wobec czytelników – o tym wszystkim opowiadał Jakub Małecki podczas spotkania autorskiego na Międzynarodowych Targach Książki.

Autor bestsellerowych „Święta ognia”, „Dygotu” czy „Korowodu” po raz kolejny udowodnił, że jego największą siłą jest szczerość. Nawet jeśli oznacza to publiczne przyznawanie, że nie jest przekonany do wydawania własnych książek.

Jednym z głównych tematów spotkania było wznowienie „Odwrotniaka” – książki wydanej po raz pierwszy ponad dekadę temu. Ku zaskoczeniu publiczności Małecki przyznał, że przez długi czas był przeciwny ponownej publikacji.

– Zawsze uważałem, że te pierwsze książki są po prostu słabsze. Kiedy wydaję nową książkę, to staram się zrobić najlepszą rzecz, na jaką mnie w danym momencie stać. A „Odwrotniak” powstał trzynaście lat temu – tłumaczył.

Od czasu ostatnich spotkań autorskich wiele zmieniło się w życiu pisarza. Przede wszystkim przeprowadził się na wieś.

– Odkryłem, że mam w sobie duszę rolnika. Gdy robię coś przy ziemi, czuję się naprawdę na swoim miejscu – mówił.

Obecnie mieszka w otoczeniu zwierząt. Ma dwa psy, kota, zajmuje się pszczołami, a ostatnio coraz częściej myśli o przygarnięciu osiołka.

– Słyszałem, że osły dogadują się z psami. Mam wrażenie, że są trochę jak psy, tylko większe – żartował.

Choć Jakub Małecki należy do najpopularniejszych współczesnych polskich pisarzy, nadal nie czuje się komfortowo z sukcesem.

– Nie wiem, czy to skromność. Bardziej brak pewności siebie. Logiczne argumenty do mnie nie trafiają. To, że książki się sprzedają i że ludzie przychodzą na spotkania, nie daje mi poczucia, że tak będzie zawsze – przyznał.

Autor podkreślał, że każdą kolejną książkę traktuje jak nowy początek. Nie zakłada, że czytelnicy automatycznie zainteresują się następną historią.

– Piszę bardzo osobiście. Nigdy nie wiem, czy za dwa albo pięć lat będę miał jeszcze coś ważnego do opowiedzenia – mówił.

Podczas rozmowy nie zabrakło pytań o charakterystyczny klimat jego książek. Bohaterowie Małeckiego często mierzą się z utratą, samotnością czy poczuciem niespełnienia.

Sam pisarz przyznał, że nie wynika to z literackiej kalkulacji.

 

– Ludzie czasem pytają, czy pisanie takich historii mnie przygnębia. To działa odwrotnie. Te książki nie są przyczyną mojego nastroju, tylko jego efektem. Taki po prostu jestem – tłumaczył.

Ciekawym wątkiem spotkania była rosnąca popularność audiobooków. Jakub Małecki przyznał, że dziś większość jego książek jest częściej słuchana niż czytana. Nie wpływa to jednak na sposób pisania.

– Nigdy nie zastanawiam się, czy coś będzie dobrze brzmiało w audiobooku albo czy nada się do ekranizacji. Staram się pisać dokładnie taką książkę, jaką sam chciałbym przeczytać – powiedział.

Mimo wszystkich wątpliwości i lęków Małecki nie ma wątpliwości, że wybrał właściwą drogę. Na pytanie, czy zamieniłby pisanie na jakikolwiek inny zawód, odpowiedział bez wahania: – Gdyby ktoś dał mi listę wszystkich zawodów świata i powiedział: wybierz, kim chcesz być od jutra, i tak zostałbym pisarzem.

Jak przyznał, każdego ranka, kiedy po porannej kawie siada do pracy w swoim domu na wsi, ma poczucie, że żyje dokładnie tak, jak zawsze chciał.

– Czasem sam sobie zazdroszczę tego życia – powiedział. (ET)