Wojna najczęściej opisywana jest przez pryzmat ludzkiego cierpienia. Wojciech Tochman w swojej najnowszej książce „Delfiny i Belzebub” wybiera jednak inną perspektywę. Opowiada o wojnie w Ukrainie poprzez los zwierząt oraz ludzi, którzy z narażeniem własnego życia próbują je ratować. Opowiadał o tym podczas spotkania na Międzynarodowych Targach Książki.
Jak podkreśla autor, jest to przede wszystkim książka o dobru, które potrafi przetrwać nawet w najbardziej mrocznych czasach.
Podczas spotkania autorskiego reporter przyznał, że początkowo w ogóle nie zamierzał pisać o wojnie w Ukrainie. Uważał, że najważniejsze świadectwa tworzą ukraińscy pisarze i reporterzy, którzy przeżywają konflikt od środka.
– Oni są w centrum wydarzeń. Ja jestem obserwatorem z zewnątrz. Wydawało mi się, że moim zadaniem jest raczej wspieranie publikacji ich tekstów niż tworzenie własnej opowieści – mówił.
Przełom nastąpił podczas wizyty w schronisku Syriusz w Fedorówce pod Kijowem. To miejsce, które podczas rosyjskiej okupacji znalazło się w dramatycznej sytuacji. W schronisku przebywało około trzech tysięcy zwierząt.
– Zobaczyłem psy i koty, które żyły w bardzo trudnych warunkach. Przede wszystkim zobaczyłem skalę cierpienia i bezradności. Pomyślałem wtedy, że trzeba pomóc – wspominał reporter.
Najpierw zaczął organizować wsparcie dla schroniska. Dzięki zbiórkom prowadzonym w mediach społecznościowych udało się zebrać środki na pomoc dla zwierząt. Dopiero później pojawił się pomysł książki.
„Delfiny i Belzebub” nie jest jednak książką o zwierzętach w tradycyjnym znaczeniu. Tochman szybko zrozumiał, że nie chce opowiadać historii z perspektywy psa czy kota.
– Nie umiałbym napisać takiej książki. Zostałem przy tym, co potrafię najlepiej – opowiadaniu o ludziach – tłumaczył.
Bohaterami jego reportażu stali się więc wolontariusze, ratownicy, właściciele schronisk i mieszkańcy terenów przyfrontowych. To właśnie ich losy przecinają się z losem zwierząt pozostawionych w opuszczonych wsiach, miastach i miasteczkach.
Autor zwraca uwagę, że wojna w Ukrainie przyniosła zjawisko wcześniej niespotykane na taką skalę – systemową ewakuację zwierząt ze strefy działań wojennych.
– Wojny zawsze oznaczały cierpienie zwierząt. Nowe jest to, że dziś ludzie organizują całe akcje ratunkowe i ryzykują życie, by ratować nie swoje, ale cudze zwierzęta – podkreślał.
Podczas spotkania pojawiło się również pytanie o rolę reportera. Czy powinien być jedynie obserwatorem, czy ma prawo angażować się w pomoc bohaterom swoich historii?
Tochman nie ma w tej sprawie wątpliwości.
– Reporterowi wolno wszystko, co nie jest zabronione przez prawo, normy społeczne czy zwykłą przyzwoitość. Można pomagać, można się angażować. Najważniejsze, by nie krzywdzić ludzi i nie wykorzystywać ich historii – mówił.
Choć „Delfiny i Belzebub” opowiada o wojnie, śmierci i cierpieniu, autor podkreśla, że nie jest to książka przygnębiająca.
– To książka o świetle. O tym, jak ludzie potrafią być wspaniali w czasach zła – podkreślił Wojciech Tochman podczas spotkania. (ET)







