Po latach przerwy Tytus, Romek i A’Tomek ponownie wyruszają na przygodę. Premiera pierwszej księgi nowego „Tytusa” podczas Warszawskich Targów Książki stała się okazją do spotkania z twórcami projektu, którzy opowiedzieli o kulisach reaktywacji jednej z najważniejszych polskich serii komiksowych.
Dla Artura Chmielewskiego, syna Papcia Chmiela, decyzja o powrocie do świata Tytusa nie była łatwa. Jak przyznał podczas spotkania, zdawał sobie sprawę z ogromnych oczekiwań czytelników i ryzyka, jakie wiąże się z kontynuowaniem dzieła tak cenionego autora.
– W Polsce bardzo łatwo usłyszeć zarzut, że ktoś chce zarabiać na nazwisku ojca. Dla mnie jednak nie chodziło o pieniądze. Książki pisze się po to, żeby coś przekazać kolejnym pokoleniom – podkreślał.
Kluczowe było znalezienie odpowiedniego rysownika. Chmielewski przyznał, że poszukiwania trwały aż pięć lat. Przełom nastąpił, gdy zobaczył prace Zbigniewa Larwy.
Sam rysownik nie ukrywał, że propozycja była zarówno spełnieniem marzeń, jak i ogromnym wyzwaniem.
– Rysuję od siódmego roku życia i zawsze chciałem tworzyć komiksy. Wiedziałem jednak, jak wielka odpowiedzialność wiąże się z kontynuowaniem spuścizny Papcia Chmiela – mówił.
Największym wyzwaniem okazało się nie stworzenie nowych przygód, lecz zachowanie charakterystycznego stylu autora. Twórcy wielokrotnie podkreślali, że zależało im na oddaniu atmosfery oryginalnych komiksów – zarówno pod względem humoru, jak i warstwy wizualnej.
Papcio Chmiel słynął z językowych żartów, gier słownych i absurdalnych sytuacji. To właśnie te elementy zespół próbował przenieść do nowej opowieści.
– Dowcipów mieliśmy nawet za dużo. Najważniejsze było jednak to, by były to dowcipy w duchu ojca – opowiadał Artur Chmielewski.
Nowa księga nie jest jedynie sentymentalnym powrotem do przeszłości. W fabule pojawia się również sztuczna inteligencja, która staje się jednym z głównych tematów historii. Twórcy długo zastanawiali się, jak przedstawić AI. Powstało kilkanaście różnych projektów postaci, a nawet spór o to, czy sztuczna inteligencja powinna być bohaterem męskim czy żeńskim.
– Było chyba osiemnaście wersji tej postaci, zanim znaleźliśmy odpowiednią formę – wspominał rysownik.
Autorzy chcieli jednak pokazać sztuczną inteligencję nie jako magiczny byt, lecz jako technologię opartą na realnej infrastrukturze.
– Wszyscy mówią dziś o AI, ale za tym stoją serwery, procesory i centra danych. Chcieliśmy to pokazać czytelnikom – tłumaczył Chmielewski, który na co dzień pracuje przy projektach związanych z NASA.
Prace nad komiksem odbywały się zdalnie. Członkowie zespołu mieszkali w różnych częściach świata, dlatego regularnie spotykali się online, aby omawiać kolejne plansze. Proces był bardzo szczegółowy. Każda plansza trafiała do kilku osób, które nanosiły poprawki i sugestie. Początkowo niektóre plansze przechodziły nawet sześć lub siedem wersji, zanim uzyskały ostateczny kształt.
Mimo obaw twórców współpraca przebiegała wyjątkowo harmonijnie.
– Bałem się konfliktów, bo przy takich projektach zdarzają się często. Tymczasem od początku wiedziałem, że będzie dobrze – wspominał Zbigniew Larwa.
Choć autorzy nie chcą jeszcze zdradzać szczegółów, przyznają, że pomysły na kolejne przygody już istnieją. Wszystko zależy jednak od reakcji czytelników. Pierwsze sygnały są obiecujące. Zarówno młodsi odbiorcy, jak i wychowane na komiksach Papcia Chmiela pokolenie rodziców przyjęli nową odsłonę Tytusa z dużym zainteresowaniem.
– Jeśli czytelnicy będą chcieli więcej, na pewno będziemy o tym rozmawiać – zapewniają twórcy. (ET)






