Czy o najtrudniejszych doświadczeniach można opowiedzieć za pomocą komiksu? Emily Carrington, kanadyjska pisarka i ilustratorka, udowadnia, że tak. Podczas spotkania poświęconego jej debiutanckiej powieści graficznej „Nasz mały sekret” – nominowanej do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, opowiadała o traumie, przemocy, mechanizmach milczenia oraz o tym, jak sztuka pomogła jej odzyskać własny głos.

Książka jest osobistą historią autorki, która jako nastolatka doświadczyła przemocy ze strony dorosłego mężczyzny, przyjaciela rodziny. Carrington podkreślała, że przez wiele lat nie była w stanie mówić o tym, co się wydarzyło. Dopiero po niemal trzech dekadach zdecydowała się wrócić do tych doświadczeń i opowiedzieć o nich publicznie.

Autorka wspominała swoje dorastanie w Kanadzie. Po rozstaniu rodziców zamieszkała z ojcem w odizolowanym miejscu, w drewnianej chacie. Choć warunki życia były trudne, jeszcze większym problemem okazała się emocjonalna samotność. Jak podkreślała, jej ojciec zmagał się z własnymi problemami i nie był w stanie zapewnić córce poczucia bezpieczeństwa. To właśnie wtedy w jej życiu pojawił się Richard – znajomy rodziny, który stopniowo zdobywał jej zaufanie.

Tytuł książki odnosi się do jednego z najczęściej wykorzystywanych mechanizmów przemocy. Carrington zwracała uwagę, że sprawcy bardzo często budują swoją przewagę poprzez izolowanie ofiary i przekonywanie jej, że nie może nikomu opowiedzieć o tym, co się dzieje.

– Jedyną prawdziwą siłą sprawcy jest milczenie ofiary – podkreślła Emily Carrington.

Autorka przyznała, że jeszcze zanim usłyszała słowa „to nasz mały sekret”, intuicyjnie wiedziała, że nie wolno jej nikomu mówić o swoich doświadczeniach. Strach przed brakiem wiary ze strony dorosłych, poczucie winy i lęk przed konsekwencjami sprawiły, że przez lata nosiła ten ciężar sama.

Jej zdaniem powieść graficzna daje wyjątkowe możliwości opowiadania o traumie. Łączy słowa i obraz, pozwala operować symbolami, rytmem narracji oraz emocjami, których nie zawsze da się wyrazić wyłącznie tekstem.

– Komiks ma własny język. Można mówić słowami, obrazem i relacją między nimi – tłumaczyła.

Powrót do wspomnień okazał się jednak niezwykle trudny. Tworząc ilustracje, autorka musiała odtwarzać miejsca, emocje i szczegóły wydarzeń sprzed wielu lat. Jak przyznała, często oznaczało to ponowne przeżywanie lęku i bólu.

Autorka próbowała dochodzić sprawiedliwości na drodze prawnej, jednak proces okazał się długotrwały i wyczerpujący. Zwracała uwagę na trudności, z jakimi mierzą się osoby zgłaszające przemoc seksualną, oraz na fakt, że wiele z nich nigdy nie uzyskuje satysfakcjonującego rozstrzygnięcia.

Przyznała, że nie chciała pisać książki napędzanej zemstą. Jej celem było pokazanie mechanizmów przemocy w sposób jak najbardziej wiarygodny. Dzięki temu czytelnik może lepiej zrozumieć, dlaczego sprawcy często pozostają niewidoczni dla otoczenia i jak funkcjonują w codziennym życiu.

Carrington wielokrotnie podkreślała, że najważniejszym celem książki było przełamanie milczenia. Chciała stworzyć historię, która pomoże innym osobom rozpoznać własne doświadczenia i zrozumieć, że odpowiedzialność za przemoc nigdy nie spoczywa na ofierze.

Jak przyznała podczas spotkania, książka nie sprawiła, że całkowicie uwolniła się od wspomnień. Pozwoliła jednak odebrać im władzę nad własnym życiem. (ET)